5 najbardziej denerwujących rzeczy w hotelach

Ze względu na specyfikę mojej pracy, w podróży i w hotelach spędzam więcej czasu niż w domu. Uwielbiam to, bo najgorszą karą byłoby dla mnie siedzenie w miejscu. W związku z tym, że dużo podróżuję, mam dość dobre rozeznanie jeśli chodzi o hotele, adekwatność standardu do liczby gwiazdek i relacji ceny do jakości. Zacznę od tego, że wszystkie miejsca, które wybieram na nocleg skrupulatnie sprawdzam, bo nic mi tak nie działa na nerwy, jak „niezgodność produktu z opisem”. Niemniej jednak, czasem nawet hotele wyglądające na wyjątkowe, a przynajmniej przyzwoite, przy bliższym poznaniu tracą na atrakcyjności.

Oto pięć rzeczy, które potrafią mi skutecznie zepsuć humor w hotelu.

1. Brak/słabe WIFI. Litości, mamy rok 2017. Czy rzeczywiście tak trudno jest sprawić, żeby internet działał na wszystkich piętrach hotelu? Przykład z ostatniego miesiąca: hotel ****, bardzo nowoczesny, wszystko perfekcyjnie dopracowane w pokojach, śniadania najlepsze i najbardziej dopracowane ze wszystkich hoteli jakie odwiedziłam, no i wifi działające tylko przy drzwiach wejściowych do pokoju, co zmuszało mnie do siedzenia na podłodze z laptopem na kolanach, żeby wysłać maila. Serio?!

2. Fatalne światło w łazience/przy lustrach. Dziewczyny mnie zrozumieją. Bardzo trudno jest się dobrze pomalować (bez plam na twarzy), jeśli jest żółte, albo „romantyczne” światło w łazience. W akcie desperacji wożę ze sobą lusterko, które mogę postawić na parapecie i zrobić sensowny makijaż, bo głupio tak straszyć ludzi na szkoleniu.

3. Jak już jestem przy tym, co zabieram z domu, to jest jeszcze jeden przedmiot bez krótego się nie ruszam – poduszka. Wiem, że to akurat kwestia bardzo indywidualna, ale nie potrafię zasnąć (i się wyspać) na hotelowych, wielkich poduchach. W związku z tym, jasiek stanowi pierwszy punkt na mojej check liście rzeczy do zabrania w podróż.

O tym, co jeszcze jest stałym elementem mojego „podróżowego must have” napiszę kiedy indziej, bo oprócz poduszki znajduje się w nim jeszcze kilka niezbędnych gadżetów.

4. Zbyt mało gniazdek/bezsensowne rozmieszczenie gniazdek w pokoju. To już znamię czasów, że trzeba móc jednocześnie ładować kilka akcesoriów – u mnie tylko trzy podstawowe (telefon, tablet, laptop), co i tak okazuje się często zbyt dużą liczbą. Ostatnio, ipada ładowałam w łazience układając go w wyłożonej ręcznikiem umywalce. Ale uczę się na błędach i teraz, w bagażniku na stałe zainstalowałam również przedłużacz.

5. I ostatnia kwestia – wprawdzie nie rzecz, ale coś niezbędnego do posiadania miłych wspomnień z pobytu w hotelu, czyli OBSŁUGA.

Oto scenka rodzajowa z recepcji hotelu **** pod Gdańskiem, w którym nocowałam już jakiś czas temu (notabene, w tym samym hotelu podczas śniadania po restauracji skakały dwie żabki – nie, nie jest to metafora):

E: Dzień dobry, nazywam się EG, miałam u Państwa rezerwację…

Pani: (zmierzywszy mnie wzrokiem) i co w związku z tym?

E: yyyy, chciałabym się zameldować?

Pani: mhm, no dobrze…

To mój ulubiony przykład pokazujący podejście do klienta. Zresztą, akurat ten hotel był jednym z gorszych, w jakich przyszło mi spędzać czas. Z mojego doświadczenia wynika również, że im mniejszy hotel, tym obsługa jest bardziej nastawiona na klienta, jest bliżej niego, stara się poświęcić mu więcej czasu.

Nie bez powodu klient w hotelu jest nazywany gościem – ma się czuć jak w domu, a pracownicy powinni dać mu maksimum komfortu i ułatwić rozwiązywanie problemów. Ja staram się obsługi specjalnie nie męczyć, niemniej brak stosowania elementarnych zasad obsługi sprawia, że robię się niemiła. Co więcej, dobra obsługa jest w stanie poprawić wrażenie ogólne na temat miejsca. A przecież finalnie i tak zapamiętujemy wrażenie jakie miejsce/ludzie na nas zrobili. Osobiście wracam systematycznie do kilku hoteli właśnie dlatego, że polubiłam ludzi tam pracujących.

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z hotelami. Może macie jakieś interesujące historie z nimi związane? Podzielcie się ze mną!

Ewa

Dodaj komentarz
  • Zdecydowanie brak lub słabe Wifi mnie rozbraja! I też tego nie rozumiem – to taki luksus udostępnić wifi? Na szczęście można mieć jeszcze swój internet i machnąć ręką na hotel.
    No i nurkowanie pod biurkiem/toaletką w poszukiwaniu gniazdka…
    🙂